poniedziałek, 3 czerwca 2013

Jeśli retro, to czy tylko zagraniczne? - część trzecia

Kochanieńcy ;)

przebyliśmy już wspólnie długą drogę naszym wehikułem po polskiej scenie muzycznej. Od czasów międzywojnia, aż do lat 50-tych, kiedy to wszystko powoli się odradzało. No i jesteśmy dziś tutaj - w latach 60-tych, które przyniosły zauważalne ożywienie w tematyce muzycznej. Choć ta dekada zaowocowała w wielkie zmiany kulturalne i obyczajowe, to głównie miało to miejsce na Zachodzie. Dlaczego głównie tam, a nie tylko tam? Chociaż Żelazna Kurtyna skutecznie izolowała nas od zachodniego świata, to nie była ona całkowicie szczelna. Można rzec, że paradoksalnie taki stan rzeczy naszej muzyce tylko wyszedł na dobre, bo w konsekwencji twórczość lat 60-tych charakteryzuje się ogromna oryginalnością.  

W związku z wielkim wykwitem zarówno solistów, jak i zespołów, miałam nie lada problem, aby spośród nich wybrać ich przedstawicieli. Dlatego też w tej - ostatniej już - odsłonie nie będzie Wielkiej Piątki - będzie za to WIELKA DZIESIĄTKA!

(jak i w poprzednich częściach obowiązuje kolejność alfabetyczna)

***

Pierwszą w kolejności poza kolejnością jest Ewa Demarczyk - piosenkarka wykonująca utwory z gatunku poezji śpiewanej. Do tej pory jest ona uznawana za jedna z najbardziej charyzmatycznych i utalentowanych artystek. Dodatkowo Ewa Demarczyk posiadała wybitne zdolności interpretacji tekstów.

Chociaż śpiewała od dziecka, to wcale nie marzyła o karierze piosenkarki. Podobno myślała o medycynie, lecz ostatecznie skończyła szkołę teatralną. Jednak jej przeznaczeniem było śpiewanie, a nie aktorstwo.

Ciekawostka: Ewa Demarczyk miała problem z ukończeniem szkoły teatralnej, a to za sprawą prof. Danuty Michałowskiej, która dawała jej przez kilka lat ocenę niedostateczną z dykcji. "To dopiero piękna anegdota! - śmiał się Mieczysław Święcicki - Przecież ona miała taką perlistą, wspaniałą wymowę".

Jej kariera rozpoczęła się w 1963 roku, kiedy to wystąpiła na I Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu. Zaśpiewała wtedy "Karuzelę z madonnami, "Taki pejzaż" oraz "Czarne anioły" - za te wykonania otrzymała wówczas nagrodę festiwalu. Nie trzeba przy tym chyba wspominać jak wielki wzbudziła entuzjazm publiczności, a także krytyków. Na kolejnym już festiwalu, tym razem w Sopocie, w 1964 roku wygrała po raz drugi za wykonanie piosenki  "Grande Valse Brillante".

Ciekawostka numer dwa: Mieczysław Święcicki opowiadał: "Jestem bardzo antynikotynowy i nigdy nie mogłem zrozumieć, dlaczego Ewa pali przed wejściem na scenę. Widzę ją z tymi jej carmenami w dłoni, gdy mówi: Ale mnie to w niczym nie przeszkadza. Potrafiła się zmobilizować w każdych warunkach".

Występowała nie tylko w Polsce, ale np. też w Genewie na XX-leciu istnienia Organizacji Narodów Zjednoczonych, czy w paryskiej Olimpii, do której zaprosił ą sam Bruno Coquatix - właściciel sali.

W 1967 roku Ewa Demarczyk wydała swoja pierwszą płytę, która okazała się wielkim sukcesem. Sprzedała się wówczas w nakładzie ponad 100 000 tysięcy egzemplarzy. 

Wraz z z Zygmuntem Koniecznym stworzyli nową jakość w polskiej piosence. Piosenka aktorska czy poezja śpiewana wzięły swój początek właśnie z ich twórczości.

Jak postrzegano Ewę Demarczyk? Jako poważną, suchą a nawet demoniczną. Tak podobno chcieli widzieć ja zarówno wielbiciele, jak i krytycy. W rzeczywistości zaś była osoba bardzo ciepłą i koleżeńską. Na przykład gdy stróż wyrzucał po godzinie 23:oo już wszystkich z Piwnicy pod Baranami, ona zapraszała wszystkich do siebie. Nie było wtedy knajp, więc szli do jej mieszkania, gdzie mieszkały jeszcze matka i siostra. Nie miały dużo pieniędzy, a jednak chętnie częstowały i winem i czymś do jedzenia. 

Dziś Ewa Demarczyk już nie występuje i zagadką jest dlaczego. Choć sama uważa, że w pewnym wieku śpiewać już nie wypada, to jej fani na pewno chcieliby zobaczyć ją jeszcze na scenie.



 ***

Jeden z pierwszych zespołów, których słowa piosenek nasi rodzice i dziadkowie znają na pamięć - to Filipinki

Grupa wokalna powstała w 1959 roku przy Technikum Handlowym w Szczecinie z okazji 15-lecia szkoły, a swoja nazwę wzięto od tytułu pisma dla dziewcząt "Filipinka". Rok później dziewczęta zadebiutowały na konkursie piosenki "Szukamy młodych talentów". Zespół zyskał popularność w dwa lata później, tj. w 1962 roku, kiedy wystąpił w radiowym konkursie "Mikrofon dla wszystkich". Wtedy właśnie pojawiła się propozycja nagrań dla Szczecińskiej Rozgłośni Polskiego Radia, a niedługo potem utwory te zostały zaprezentowane szerszej publiczności na antenie ogólnopolskiej. Ten moment uznaje się za przełomowy dla Filipinek, bo właśnie wtedy z zespołu amatorskiego przerodziły się w profesjonalną grupę. 

Szczyt popularności zespołu przypadł na lata '63-'65. Od tego momentu dziewczyny koncertowały tez za granicą, np w Szwecji czy NRD. W międzyczasie nagrały swoja pierwszą płytę i ponownie ruszyły w trasę do Anglii, Kanady, Francji, Bułgarii czy zaprzyjaźnionym ZSRR. 

Z końcem lat 60-tych zespół zaczął tracić na popularności a ich występ z 1969 roku na Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu przeszedł całkowicie bez echa.

Zespół oficjalnie zakończył działalność, po wielu zmianach w składzie, w 1974 roku, jednak nie da się zaprzeczyć, że stał on się wzorem dla innych późniejszych żeńskich grup wokalnych.



***

Anny German nikomu dziś nie trzeba przedstawiać i w dużej mierze jest to zasługa serialu, który został wyprodukowany przez Rosjan w koprodukcji z Ukraina, Polska i Chorwacją.

Ta niesamowita piosenkarka przyszła na świat w Urgenczu w Uzbeckiej części ZSRR (dziś imię Anny German nosi główna ulica tego miasta) w 1936 roku. Dziesięć lat później wraz z matka i babką Anna German wróciła do Polski i tu ukończyła studia z geologii. 

Jako piosenkarka zadebiutowała w 1963 roku występując w III Międzynarodowym Festiwalu Piosenki w Sopocie, gdzie zdobyła II nagrodę za piosenkę "Tak mi z tym źle". Rok później również zdobyła drugie miejsce, tym razem w Opolu, za utwór "Tańczące Eurydyki". 

Rok 1965 przyniósł German zmiany - poznała wtedy swojego przyszłego męża - Zbigniewa Tucholskiego, a także po występie w Opolu została zaproszona przez włoską firmę fonograficzną do Włoch, gdzie podpisała kontrakt na trzy lata. Ten sam rok przyniósł jej występ w paryskiej Olimpii, a w dwa lata później jako pierwsza i jedyna w historii polska artystka zaśpiewała na Festiwalu w San Remo. 

Niestety w 1967 roku doszło do tragicznego wypadku samochodowego na Autostradzie Słońca, kiedy to Anna German wracała z koncertu. Powracała do zdrowia przez trzy lata, a w międzyczasie podczas rekonwalescencji napisała książkę pod tytułem "Wróć do Sorrento?", w której to opisywała swoje doświadczenia z pracy artystycznej we Włoszech. Na scene wróciła w 1970 roku z wszystkim znaną piosenką "Człowieczy los". 

Ta wybitna artystka zmarła w 1982 roku na mięsaka kości, po długiej i wyczerpującej walce z ta ciężką chorobą.

Ciekawostka: Anna German operowała sopranem liryczno-koloraturowym wysokiego, niecodziennego tembru. Swym sposobem śpiewania, który był bez wątpienia unikalny, sprawiała wrażenie lekkości brzmienia zarówno wysokich, jak i niskich nut.



 ***

Kolejna dama polskiej piosenki - Halina Kunicka. Urodzona w 1938 roku we Lwowie absolwentka prawa (!). 

Zadebiutowała dzięki swojej mamie, która namówiła ją do wzięcia udziału w konkursie dla wokalistów organizowanego przez Polskie Radio. 

Jest piosenkarką o różnorodnym repertuarze. Mnóstwo piosenek napisali dla niej m.in. Wojciech Młynarski, Agnieszka Osiecka czy Ernest Bryll. Kunicka sięgała również po klasykę przedwojennego kabaretu, czy romanse rosyjskie. 

W swojej karierze nagrała czternaście płyt, z czego trzy osiągnęła status złotej a do jej największych przebojów należą takie piosenki jak: "Niech no tylko zakwitną jabłonie", "Lato, lato czeka", "To były piękne dni" czy "Od nocy do nocy".   

Halina Kunicka koncertowała na całym świecie - od Nowego Jorku, San Francisco, przez Lizbonę, Paryż, Londyn, po Sidney i Tokio.




***

Helena Majdaniec to nasza "królowa twista". Urodziła się w 1941 roku na Wołyniu (czyli na obecnym terytorium Ukrainy). Od dziecka interesowała się muzyką - uwielbiała głos Brendy Lee i Connie Francis, ale szczególnie była zafascynowana muzyką Elli Fitzgerald. 

Swój właściwy debiut Helena Majdaniec miała w 1961 roku, kiedy wziłęa udział w eliminacjach konkursu "Szukamy młodych talentów", które z resztą wygrała. Niedługo potem została organistka w zespole żeńskim "Klipsy", który to akompaniował Mieczysławowi Foggowi.W tymże zespole poznała Katarzynę Gartner, która do tekstu Ewy Rzemienieckiej skomponowała specjalnie dla niej piosenkę "Eurydyki tańczące". W późniejszym czasie piosenka ta w nowej interpretacji Anny German została zaliczona do kanonu polskich piosenek wszech czasów. 

Kariera Majdaniec nabrała tempa w 1962 roku, gdy wzięła udział w Festiwalu Młodych Talentów w Szczecinie. Wykonała wtedy piosenkę "Bilet w jedna stronę" Neila Sedaki, lecz z własnym tekstem, jak również "Monikę", wielki szlagier tamtych lat. Owe interpretacje sprawiły, że Helena Majdaniec została jedna z laureatów Festiwalu, wchodząc do finałowej Złotej Dziesiątki. Zwycięstwo w Festiwalu natomiast przyniosło jej ogromna popularność.  

W niedługim czasie potem wyjechała do Paryża, aby wystąpić w programie "Les idoles des jeunes" (Idole młodych). Wzięła również udział w przedpremierowym występie w sali kina Cyrano w Wersalu, a potem w Olimpii, gdzie zaśpiewała utwór "Happy End" w nowej aranżacji - dzięki zmianie wizerunku, Majdaniec wzbudziła zachwyt samego Gilberta Becaud, który stał się odtąd częstym gościem w Polsce. W paryskiej sali występowała u boku przyszłych gwiazd estrady jak The Shirelles i Stevie'ego Wondera czy Dionne Warwick. Po powrocie do kraju Majdaniec została okrzyknięta "Królową Polskiej Piosenki". 

W 1968 roku Helena Majdaniec wyemigrowała do Francji i sporadycznie widywano ją na polskich estradach. Dopiero po śmierci ojca w 1991 roku postanowiła wrócić do Polski. Zmarła nagle w 2002 roku. Na jej nagrobku umieszczono słowa piosenki, które były tez jej życiowym mottem: Jutro będzie dobry dzień.



***

Pierwszy (i ostatni - jak kobieta rządzi to jeden przedstawiciel płci przeciwnej wystarczy ;) mężczyzna na naszej liście - Panie i Panowie - Jerzy Połomski!

Jest absolwentem Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie. Aktorstwa uczył się u Stanisławy Perzanowskiej i Ireny Kwiatkowskiej, śpiewu u Marii Mokrzyckiej i Wandy Wermińskiej, a interpretacji piosenek u samego Ludwika Sempolińskiego.

Swój debiut miał w 1957 roku na deskach Teatru Buffo a niedługo potem zadebiutował również na polu piosenki, kiedy dokonał pierwszych nagrań radiowych. W rok później Połomski zdobył II miejsce w konkursie Polskiego Radia na najpopularniejszego polskiego piosenkarza. Od tego czasu jego kariera zaczęła nabierać tempa. Szczyt jego popularności przypadł na lata 60-te i 70-te, kiedy to jego utwory zajmowały pierwsze miejsca w plebiscytach radiowych, telewizyjnych czy prasowych. 

Połomski, jak i wielu innych naszych znakomitych muzyków, koncertował również za granicą. Odwiedził takie kraje jak nieistniejąca dziś Czechosłowacja, Dania czy Anglia. Ze swoimi utworami zagościł tez na Kubie, a w 1967 roku i w 1969 został uznany za najpopularniejszego polskiego piosenkarza Polonii Amerykańskiej.

Piosenkarz do dziś jest aktywny i raz na jakiś czas ukazuje się szerszej publiczności tworząc nowe wersje swoich piosenek jak np. z zespołem Big Cyc.

Jego styl muzyczny charakteryzuje się klasyczną emisją głosu, w których to wyjątkowe znaczenie ma linia melodyczna.



***

Na naszym alfabetycznym miejscu siódmym znajduje się Łucja Prus

Zadebiutowała już w wieku 20 lat w 1962 roku w Ogólnopolskim Konkursie Piosenkarskim a zdobyła w nim zaszczytne II miejsce. Na pierwsze jej nagrania studyjne nie trzeba było długo czekać, bo dokonało się to w rok później. 

Niejednokrotnie występowała w estradowych programach poetyckich m.in. z Andrzejem Łapickim, jak również uczestniczyła w nagraniach muzyki do sztuk teatralnych, musicalu czy programów telewizyjnych. 

Wylansowała tak znane piosenki jak "Nic dwa razy", "W żółtych płomieniach myśli" czy "Twój portret" a  współpracowała z takimi tuzami jak Jonasz Kofta, Agnieszka Osiecka, Alicja Majewska, czy wcześniej wspominany Jerzy Połomski.   

Trzykrotnie reprezentowała polska piosenkę na Festiwalu w Sopocie i jak wielu innych naszych artystów występowała za granicą. Koncertowała w Belgii, ZSRR, NRD, RFN czy Francji.

W 2002 roku niestety Łucja Prus zmarła na raka piersi, jednak pamięć o niej jest ciągle żywa. Od 2009 roku rokrocznie odbywa się Festiwal Piosenki Literackiej "W żółtych płomieniach liści" jej imienia.



***

Piosenkarka popularna w okresie bigbitu - Katarzyna Sobczyk zadebiutowała w 1961 roku w Koszalinie jako wokalistka amatorskiej grupy Biało - Zieloni. Dwa lata później wzięła udział w II Festiwalu Młodych Talentów w Szczecinie i odniosła sukces znajdując się w Złotej Dziesiątce. 

Katarzyna Sobczyk wyśpiewała wiele hitów a wymienić choćby kilka z nich po prostu trzeba - "Nie bądź taki szybki Bill", "O mnie się nie martw", "Trzynastego" czy "To nie grzech".

W latach 60-tych odnosiła wielkie sukcesy na Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu. Dwa lata pod rząd zdobyła pierwszą nagrodę w kategorii piosenka rozrywkowa za "O mnie się nie martw" i "Nie wiem czy warto". W dwóch kolejnych latach również została wyróżniona za piosenki "Nie bądź taki szybki Bill" i "Trzynastego".

Pod koniec lat 70-tych Katarzyna Sobczyk wyemigrowała do stanów Zjednoczonych, gdzie nagrała jeszcze dwie płyty solowe. W 2008 roku wróciła na stałe do kraju, lecz była już ciężko chora na raka piersi. Wszystkim tym, którzy w tym czasie martwili się o nią dedykowała swoją piosenkę "O mnie się nie martw". Mówiła "Mimo chemioterapii, bólu, nudności, zmęczenia i puchnącej ręki, jestem wciąż pełna optymizmu". 

Zmarła w lipcu 20010 roku w warszawskim Hospicjum Onkologicznym Świętego Krzysztofa a pochowana została na Cmentarzu Powązkowskim.




***

Energiczna i ceniona za swoją wyrazistość sceniczną - Karin Stanek to jedna z najpopularniejszych polskich piosenkarek lat 60-tych. 

Data jej urodzenia jest bardzo dyskusyjna a to ze względu na fakt, że podobno zawyżała ona swój wiek, by móc pójść wcześniej do pracy. Rozstrzał w dacie urodzenia to 3 lata - pomiędzy 1943 a 1946 rokiem.

Była muzycznym samoukiem a swoją karierę rozpoczynała w amatorskich zespołach. W roku 1961 została zakwalifikowana do konkursu piosenki organizowanego przez Polskie Radio. Rok później wygrała konkurs "Czerwono-Czarni szukają młodych talentów" co automatycznie uczyniło ją wokalistka tej grupy. W tym samym roku wystąpiła z Czerwono- Czarnymi na festiwalu w Sopocie. 1963 rok przyniósł kolejne wyróżnienia - Stanek wzięła udział w I Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu i tam wykonała przeboje "Chłopiec z gitarą", "Autostop" czy "Malowana lala".

Jej współpraca z Czerwono- Czarnymi zakończyła się w 1969 roku ze względu na trudną atmosferę w zespole. Przez chwilę występowała z polsko-czeską grupą The Samuels, ale ostatecznie rozpoczęła karierę solową. W latach 70-tych wyemigrowała z Polski do Niemiec i tam próbowała swoich sił, jednak bez powodzenia.Po długiej nieobecności wystąpiła w Sopocie w 1991 roku na koncercie poświęconym legendom polskiego rocka, gdzie została bardzo entuzjastycznie przywitana.

W 2007 roku Karin Stanek podupadła na zdrowiu. Niestety w 2011 roku zmarła w niemieckim szpitalu na powikłania po zapaleniu płuc i w Niemczech tez została pochowana.



***

Ostatnią, ale zdecydowanie nie najmniej ważną na naszej liście Wielkiej Dziesiątki jest Violetta Villas

Kim była VV? Osobowością sceniczną, artystką estradową, śpiewaczką piosenek estradowych, pieśni operowych i operetkowych, aktorką teatralną, rewiową, kompozytorką oraz autorka tekstów. Mało? Chyba nie :)

Violetta Villas urodziła się w Belgii w 1938 roku w Heusy. Choć ochrzczona ją tam imionami Violetta Elisa, to ojciec - Bolesław Cieślak - zarejestrował ją jako Czesławę Marię. 

W 1956 roku podjęła naukę śpiewu solowego w Szczecinie w Państwowej Średniej Szkole Muzycznej, a po roku przeniosła się do Wrocławia, aby tam szkolić się pod okiem profesor Giseli Posch. Nie trwało to długo, gdyż Czesława przeniosła się do Warszawy i tu pobierała lekcje śpiewu klasycznego. Chociaż warunki głosowe zapowiadały jej karierę operową, to zrezygnowała ona z niej na rzecz występów estradowych. 

Idąc za radą Władysława Szpilmana przyjęła pseudonim artystyczny. Uważał on, że Villas zrobi ogromną światową karierę, a jej prawdziwe nazwisko będzie trudne do wymówienia. Pseudonim powstał w wyniku połączenia pierwszych liter imienia Violetta oraz członu "las", bo jak później wyjaśniała mieszkała blisko lasu. 

Zadebiutowała w 1960 roku w Polskim Radiu, dokonując tam swoich pierwszych nagrań. Od tego czasu brała również udział w "Podwieczorku przy mikrofonie".

Jedna z jej pierwszych piosenek, czyli "Dla Ciebie miły", zwyciężyła w konkursie Expressu Wieczornego na najlepszą polską piosenkę. Ostatecznie otrzymała 67 479 głosów, podczas gdy pozycja druga, czyli "Jeszcze poczekajmy" w wykonaniu Reny Rolskiej zdobyła "tylko" 33 tysiące. 

W roku 1965 wzięła udział w III Festival International des Varietes et Music-Halls w Rennes, na którym zdobyła Grand Prix. W tym i następnym roku często dawała koncerty w Paryżu, między innymi w Olimpii. W 1966 roku, na prośbę dyrektora Olimpii, VV znalazła się w gronie artystów polskiego programu rewiowego. Na jego premierze Villas zaśpiewała "Ave Maria no morro" a także "Hiroshima, mon amour". Koncert ten znany jest przede wszystkim z epizodu, jaki miał miejsce na premierze, a dotyczył kryształowego żyrandolu zawieszonego pod samym sufitem. Ponoć podczas występu Violetty Villas drżał od siły jej głosu, a część publiczności nerwowo reagowała obawiając się jego zerwania. Właśnie ten fakt stał się inspiracją dla recenzji mówiącej o "głosie ery atomowej".

W Paryżu właśnie poznała Frederica Apcara i to na jego zaproszenie wyjechała do Stanów Zjednoczonych.

Przez pięć lat, począwszy od 1966 roku, Violetta Villas była gwiazdą rewii Casino de Paris, gdzie śpiewała arie operetkowe, operowe w dziewięciu językach. W swoim pierwszym programie wykonywała takie piosenki jak "Stragers in the night", "Granadę" czy "O sole mio". Występowała z takimi gwiazdami jak Frank Sinatra, Paul Anka, Charles Aznavour czy Dean Martin.

Koszt takiego przedsięwzięcia wynosił 50 000 dolarów. Jej osobistym stylistą był konsultant domu mody Dior - Patrick Valette. Na scenie pojawiała się albo na białym koniu lub też wjeżdżała Jaguarem XK-E. To jednak nie wszystko - biżuterię wykonywało dla niej Atelier Marangoni z Mediolanu, a buty włoska firma Quinte. Oczywistym natomiast jest fakt, że skoro za stylistę miała konsultanta domu mody Dior, to i Dior musiał projektować jej suknie.

W 1969 roku VV została zaproszona do gościnnych występów w Sahara Hotel & Casino, gdzie zaśpiewała duety z Barbrą Streisand i Connie Francis.

Violetta Villas jak wiemy, była aktywna jeszcze przez wiele lat, aż do 2007 roku kiedy to z powodu jej złego stanu zdrowia odwołano wszelkie koncerty. Później, można rzec, było już tylko gorzej - wszyscy pamiętamy cykliczne historie związane z jej Przytuliskiem oraz opiekunką.

Ta obdarzona niesamowitym głosem oraz będąca w latach 60-tych symbolem seksu kobieta powoli odchodziła w samotności otoczona jedynie (jak można jedynie podejrzewać) despotyczną opiekunką.

Odeszła z tego świata w 2011 roku. Jej śmierć do tej pory jest owiana niedopowiedzeniami - czy zmarła z przyczyn naturalnych a może nie - nawet sekcja zwłok nie dala jednoznacznych odpowiedzi.

Dziś możemy jedynie włączyć płytę lub posłuchać w internecie jej niesamowitego głosu.  






***

Kochani, to już koniec naszej podróży po polskiej muzyce lat 60-tych. Mam, jak zawsze ;) nadzieje, że przeczytaliście tu coś o czym wcześniej nie słyszeliście, albo nie wiedzieliście. Że muzyka tego okresu w jakiś sposób stała Wam się bliższa i może nawet sami zechcecie głębiej poszperać. Kto wie - może jutro u kogoś z Was pojawi się na odtwarzaczu mp3, albo na telefonie kilka utworów z tych lat? ;) Trzymam za to mocno kciuki :)

A sama tymczasem posłucham VV i "Dla Ciebie miły"a zaraz potem "Non c'est rien" :) Szczerze polecam - aż ciarki przechodzą...

Całuję,
Lilly










wtorek, 28 maja 2013

Lilly się odsłania~!

Kochani,

jak zasugerowaliście, tak czynię ;) Poniżej kilka zdjęć zrobionych Zorką Pięć ;) 

Mam nadzieję, że zarówno te szalone dwa zdjęcia jak i sama ja przypadniemy Wam do gustu :)

Miłego oglądania,
Lilly




zdjęcia wykonane przez Moją Nieocenioną Mamę
fryzura: Marta Wojtkowiak
makijaż: wykonany samodzielnie ;)
sukienka: Orsay
buty: H&M


piątek, 24 maja 2013

Szafa grająca

Kochani,

w związku ze wstawieniem po prawej stronie szafy grającej, chciałabym przeprowadzić wśród Was małą ankietę :) 



Czy podobają się Wam utwory zamieszczone w naszej szafie? A może chcielibyście dodać jakieś piosenki, albo którąś usunąć? :) Każda sugestia jest na wagę złota, bo to Wam ma się przyjemnie słuchać, kiedy cofamy się w czasie :)

Całuję,
Lilly

środa, 22 maja 2013

Pin Up Your Style~!

Kochane,

już niedługo odbędzie się organizowana przez Retro Chick Chic impreza, na której to będziecie mogły przymierzyć, dotknąć ubrania i nie tylko w stylistyce retro! :) Z resztą nie mnie mówić o spotkaniu - głos oddaje Retro Chick Chic :)




Podobają ci się ubrania w stylu lat 50. ale nie wiesz jak byś w nich wyglądała?
Stylistyka pin up do ciebie trafia, ale nie wiesz gdzie znaleźć takie ubrania?
Chciałabyś nosić pończochy, ale nie wiesz jaki pas wybrać?
A może znalazłaś już co nieco w internecie, ale nie chcesz kupować bez przymierzania?

Wiele razy pytałyście mnie o ubrania, które noszę, a po informacji, że kupuję je w sieci, mówiłyście, że niekoniecznie odpowiada wam kupowanie w ten sposób. Nie wiadomo jaki rozmiar, jak się będzie wyglądało w danym modelu itd. A więc, moje drogie, specjalnie dla was (nie, nie zostanę sprzedawcą jak dorosnę) zapraszam na Pin up your style.

Będzie okazja do poprzymierzania, dotknięcia, sprawdzenia co to za materiał, jaki rozmiar na Was pasuje, a jeśli się zdecydujecie, to do zakupu na przyjemnych warunkach.

Dostępnych będzie sporo modeli sukienek, spódnic, płaszczy, halek i pasów do pończoch, w różnych rozmiarach tak, żeby w sumie wyszła z tego pełna rozmiarówka. Dodatkowo będą dostępne do mierzenia moje własne sukienki (rozmiar 40) i halka 60 cm, które już w Brit Style kupiłam, pokażę Wam też moje pasy (rozmiar L) od Grety. Odpowiem na wszystkie pytania, jeśli tylko będę umiała.

A żeby było jeszcze fajniej, jeśli (tylko dla chętnych :) ) zdecydujecie się na zakup, to zrobimy wspólne zamówienie, które przyjdzie do mnie i nie będzie żadnych kosztów dostawy. Wszystko z 10 % rabatu, darmową wysyłkę i bezproblemową możliwość zwrotu lub wymiany.

Na dodatek, od godz. 15.30 będzie z nami Nina Holy, która pomoże nam w wyborze i podpowie najciekawsze stylizacje, a wszystko to podeprze również swoimi rzeczami od Grety!

Na 100% będziecie mogli obejrzeć i przymierzyć ubrania ze sklepów
Brit Style, Greta Vintage Store oraz Masha Szyje. A może ktoś jeszcze zechce dołączyć? :)

Mamy do dyspozycji również kuchnię, w której będzie można po przymiarkach usiąść, napić się kawy, przekąsić kawałek ciasta (przynoście też coś ze sobą!), podpytać o opinię, czy zwyczajnie pogadać z innymi miłośnikami stylu.

Wszystko odbędzie się w studiu Dobry Pilates, ul. Ksawerów 30 m 79 (8 piętro) w Warszawie, które mieści się pięć minut od stacji metra Wierzbno. Przy okazji serdecznie polecam, sama tam chodzę na pilatesa :)

Zapraszam!

Tak więc bilety autobusowe lub kluczyki od samochodu w dłoń i na Ksawerów!


Całuję,
Lilly

wtorek, 21 maja 2013

Zdjęcia

Kochani,

podczas gdy kolejna aczkolwiek ostatnia część "Polskiego Retro" się tworzy chciałabym uzyskać Waszą radę w jednej kwestii :) Nie jest to w prawdzie problem życia i śmierci, ale warto zasięgnąć opinii Fachowców przez duże F :)

Otóż kiedy zakładałam tego bloga, nie robiłam tego aby wstawiać tu swoje zdjęcia, lecz aby pisać o tematyce jaka Was i mnie fascynuje ;) ale ostatnio doszłam do wniosku, że może fajnie byłoby wrzucić co jakiś czas kilka fotek autorki bloga.

Co sądzicie na ten temat? Czy macie ochotę zobaczyć Lilly? ;)

Jaka odpowiedź by nie była - ja się nie obrażę ;)

PS - będę wdzięczna za wylewne komentarze :)

Całuski i buziaczki ;)
Lilly

poniedziałek, 20 maja 2013

Jeśli retro, to czy tylko zagraniczne? - część druga

Moi Kochani,  

jak obiecałam tak zrobiłam. Witam Was serdecznie przy drugiej odsłonie postu z cyklu "Jeśli retro..., czyli teraz Polska" :) Dziś na tapecie lata 50-te i to jak muzyka brzmiała i kształtowała się w tym trudnym, bo powojennym, okresie dla Polski i Polaków. Nie ma się co oszukiwać - Warszawa po praktycznie całkowitym zrównaniu z ziemią stawała powoli na nogi. W pełni historycznie odbudowywano Stare i Nowe Miasto, Trakt Królewski i jego okolice oraz większość pojedynczych budynków, lecz w pozostałych wypadkach budowano w duchu modernizmu i socrealizmu. Cała Polska z resztą wstawała z kolan i starała się odbudować swoje życie na nowo. Dlatego też okres lat 50-tych to trud i znój, praca dla ogółu, w którym trudno było o rozrywkę. Jednak w każdym czasie znajdzie się miejsce dla wspaniałych artystów, którzy swą twórczością ubarwiali szare życie naszych dziadków czy rodziców.

Oto Wielka Piątka lat 50-tych! :)

Choć występował jeszcze przed wojną, postanowiłam, że przedstawię go Wam właśnie w tym wpisie. Moim drodzy - nieśmiertelny Mieczysław Fogg.

Właściwie nazywał się Mieczysław Fogiel i pochodził z Warszawy. Jak już wspominałam, jego kariera rozpoczęła się w okresie międzywojennym, ale trwała nieprzerwanie przez kilka dziesięcioleci!

Fogg w 1922 roku śpiewał w chórze w kościele Świętej Anny, gdzie podczas próby dostrzegł go Ludwik Sempoliński i skierował na naukę śpiewu do profesora Jana Łysakowskiego. W 1926 roku przyjął pseudonim artystyczny "Fogg" i rozpoczął pracę zarobkową chałturząc na ślubach i pogrzebach.

Swój debiut jako piosenkarza miał w chórze Dana, z którym to w późniejszych latach koncertował za granicą, m.in. w Estonii, Niemczech czy w Stanach Zjednoczonych. Dopiero po odejściu z Chóru zadebiutował jako solista i zwyciężył w ogólnopolskim plebiscycie Słuchaczy Polskiego Radia.


Po wojnie prowadził przy ulicy Marszałkowskiej 119 własna kawiarnię artystyczną "Cafe Fogg" oraz"Fogg Record", jednak obie te firmy zostały znacjonalizowane i wkrótce zakończyły swa działalność.
kierował wytwórnią płyt gramofonowych

O 1946 roku Mieczysław Fogg występował z własnymi recitalami i w programach estradowych. W 1958 roku ponownie zwyciężył w plebiscycie Polskiego Radia na najpopularniejszego piosenkarza roku.

Ciekawostka: Po śmierci Maurice'a Chevalier'a w 1972 roku, Mieczysław Fogg był najstarszym występującym piosenkarzem świata - miał wtedy 71 lat.

Jego kariera trwała ponad 60 lat i wystąpił na blisko szesnastu tysiącach koncertach.

W 2008 roku z inicjatywy wnuka Fogga - Michała - powstała kompilacja z nowymi aranżacjami jego piosenek. Płyta "Cafe Fogg" odniosła sukces, w związku z czym rok później wydano jej kontynuację.



***



Następną osobistością, o której trzeba napisać jest - jak o nim mówiono "najbardziej warszawski polski pieśniarz i pisarz", "bard z Czerniakowa". Czy te słowa wstępu coś Wam mówią? Jeśli tak to cudowanie, jeśli nie - już nadrabiamy! Panie i Panowie -  Stanisław Grzesiuk!

Mam do niego ogromna sympatię, może dlatego, że oboje jesteśmy Warszawiakami, a może dlatego, że jego twórczość (czy to śpiew, czy pisarstwo) było po prostu autentyczne.

Grzesiuk to autor autobiograficznej trylogii literackiej, która przyniosła mu ogromną popularność - to "Boso, ale w ostrogach" o życiu w międzywojennej Warszawie na Czerniakowie (pozycja obowiązkowa dla każdego kto kocha stolicę ;), "Pięć lat kacetu" o jego przejściach w obozach koncentracyjnych oraz "Na marginesie życia", gdzie opisuje swoje zmagania z gruźlicą (wbrew pozorom chorych na tę chorobę było wówczas bardzo dużo). Przede wszystkim Stanisław Grzesiuk był popularyzatorem przedwojennego folkloru stolicy i gwary warszawskiej. Grał na bandżoli i mandolinie, a najpopularniejsze piosenki w jego wykonaniu to "Siekiera, motyka", "Bujaj się Fela", "U Cioci na imieninach", ale moją ukochaną i równocześnie bardzo znaną jest "Nie masz cwaniaka nad Warszawiaka".

Cechowała go ogromna miłość do stolicy. Zaraz po wyzwoleniu Mauthausen przez armie amerykańską, Grzesiuk praktycznie natychmiast wrócił do Warszawy.

Jeszcze większą popularność przyniosły mu nagrania radiowe i telewizyjne, w których to wygłaszał z charakterystycznym akcentem barwne gawędy o życiu w przedwojennej Warszawie. Przeplatał to własnymi interpretacjami piosenek śpiewanych zarówno przed wojną, jak i podczas okupacji. Stanisław Grzesiuk ujął słuchaczy nie tylko wykonaniem utworów, lecz bijącą z nich prawdziwością.

Niestety jego walka z gruźlicą została przegrana i zmarł na nią w wieku zaledwie 44 lat. Jednak na szczęście jego twórczość powróciła i to w bardzo różnych interpretacjach. W latach 80-tych Operetka Warszawska wystawiła musicalową adaptację książki Grzesiuka "Boso, ale w ostrogach", a dekadę później założony przez Muńka Staszczyka zespół Szwagierkolaska odniósł ogromny sukces. W ostatnim czasie prawdziwa furorę zrobił Projekt Warszawiak, który zaprezentował swoją wersję utworu "Nie masz cwaniaka nad Warszawiaka".

Stanisław Grzesiuk i jego twórczość na powrót stała się symbolem warszawskiego folkloru. Nowe życie znalazły tez jego oryginalne wykonania, jak wielokrotnie wspominane już "Nie masz cwaniaka...", które można usłyszeć na stadionie Polonii po każdym wygranym meczu.

 "Możesz mnie chamem zwać, możesz mi w mordę dać
Lecz od stolicy wont, bo krew się będzie lać
Wiec znakiem tego, nie bądź lebiegą
Przyhamuj buzię i nie gadaj więcej nic"

fragment piosenki "Nie masz cwaniaka nad Warszawiaka"

                              
***


Kolejna na naszej liście najpopularniejszych muzyków jest Maria Koterbska zwana "dama polskiej piosenki" i "piosenkarką wesołą jak swing". Sama Koterbska mówiła w jednym z wywiadów "Swing był moim życiem, a Ella Fitzgerald i Frank Sinatra - chlebem powszednim".

Piosenkarka choć karierę zaczynała po wojnie, to tak na prawdę największą popularność zdobyła w latach 50-tych. Zadebiutowała w sylwestrowy wieczór a potem jej kariera zaczęła nabierać tempa. Podczas tej dekady stale bywała w bardzo popularnej audycji katowickiego radia "Melodie Świata", w którym to stałym punktem były piosenki w jej wykonaniu.

Tak o Marii Koterbskiej mówił Wojciech Młynarski - "Maria Koterbska to był dla mojego pokolenia głos, który rozjaśniał straszną nudę i szarość czasów socrealizmu. Była pierwszą polska piosenkarką swingującą po polsku. Śpiewała bardzo nowocześnie, po amerykańsku".

Była przez dwa sezony związana z Teatrem Satyryków w Krakowie, a okres ten, jako dla artystki, był dla niej bardzo znaczący. Przyczynił się on do zmiany repertuaru jazzu na piosenkę aktorską.

Brała udział w rozmaitych imprezach estradowych w kraju i za granicą. Śpiewała w programach "Podwieczorek przy mikrofonie", "Zgaduj zgadula" i wielu innych cyklicznych audycjach.

Teksty do piosenek pisali dla Koterbksiej m.in. Jeremi Przybora, Agnieszka Osiecka czy wspomniany wcześniej Wojciech Młynarski.





***

Oto Marta Mirska - królowa polskiej piosenki lat 40-stych i 50-tych. Jest to pierwszorzędna postać w historii polskiej muzyki rozrywkowej, bowiem położyła ona kamień milowy i przetarła szlaki dla kolejnych pokoleń rodzimych artystów. Była dla nich niedoścignionym wzorem, który niestety odszedł z tego świata w zapomnieniu...

Marta Mirska już w czasie powojennym nagrywała wiele piosenek dla Wytwórni MEWA, najczęściej z akompaniamentem Orkiestry Braci Łopatowskich - tam też poznała swojego męża. Właśnie... Co do stanu cywilnego Marty Mirskiej, to według jej relacji byłby to już jej drugi mąż. Dlaczego tylko według jej relacji? Już przybliżam Wam historię. Otóż w 1939 roku miała wziąć cichy ślub z poznanym kilka lat wcześniej oficerem marynarki handlowej - Janem Zieleniewskim. Ona sama opisywała to jako miłość od pierwszego wejrzenia. Państwo młodzi planowali prawdziwy ślub zaraz po powrocie Zieleniewskiego z ćwiczeń wojskowych, lecz wojna pokrzyżowała ich plany, a sam pan młody zginął w pierwszych dniach kampanii wrześniowej.

Piosenkarka do końca swego życia wspominała swoją wielką miłość a nawet często podpisywała swoje listy aż trzema nazwiskami - swoim, Zieleniewskiego i drugiego męża - Reinigera.

Artystka była pierwszą wykonawczynią przeboju "Pierwszy siwy włos", jednak według Mieczysława Fogga, który wykonywał go jako drugi, to dzięki niemu piosenka ta zyskała tak ogromna popularność. Podczas premiery utworu Mirska bisowała aż 14 razy. Później, gdy wykonanie Fogga zyskało popularność, opowiadano jakoby w pewnej restauracji, podczas zakrapianej kolacji, Marta Mirska (a była ponoć osobą dość porywczą) miała rzucić się na Fogga z nożem w ręku, przewracając wszystko co było w jej zasięgu i krzycząc "Ty ...(tu padały niecenzuralne sformułowania) ukradłeś mi piosenkę!".

Innym popularnym wykonywanym przez nią utworem była "Zakochana Radiostacja" czy "C'est si bon".




***

Ostatnią w tym wpisie gwiazdą lat 50-tych jest Rena Rolska. Urodzona w Warszawie w 1932 roku od dziecka uwielbiała muzykę - uczyła się gry na fortepianie i śpiewała. W latach 50-tych rozpoczęła swoją karierę w chórze Polskiego Radia, a już w 1959 roku została solistką orkiestry tanecznej Jana Cajmera. W tym samym roku nagrała wielki przebój "Nie oczekuję dziś nikogo", który przyniósł jej bardzo dużą popularność.

W 1965 roku Rena Rolska po raz drugi wyszła za mąż za aktora i reżysera Mariana Jonkajtysa. Niestety w 1981 roku stracił on stanowisko dyrektora w Teatrze Rampa, a piosenkarka okazała wtedy niesamowitą z nim solidarność i zaprzestała śpiewania. Od tego właśnie czasu Rena Rolska poświęciła się życiu rodzinnemu i nie powróciła już do śpiewania.




*****

Część druga dobiegła końca i mam nadzieję, że była równie ciekawa co pierwsza :) 
Dziękuję Wam Kochani za komentarze wsparcia- bez nich byłoby ciężko ;)

Powoli acz stanowczo zabieram się za tworzenie części trzeciej serii "Polskie Retro". Trzeciej i na razie ostatniej, ale jeśli chcecie by powstała jeszcze takowa o muzyce lat 70-tych to proszę dajcie znać! :)

A na koniec jako bonus muzyczny - Janusz Gniatkowski i Jan Denek i "Bella, bella donna" :)

 

Całuję,
Lilly



środa, 15 maja 2013

Sweet World of S obchodzi swoje pierwsze urodziny!

Kochani!

Jak wiecie blog Kochanej S. jest mi bardzo bliski, jak i ona sama :) była i jest nieocenioną pomocą wśród blogowych nowości i technicznych historii :) Szczerze mówiąc nie wiem, jak ona to wszystko ogarnia, ale jest mym niedoścignionym wzorem, jeśli idzie o prowadzenie bloga i gotowanie ;) 

 

Nadeszła ta wiekopomna chwila kiedy S. zaczęła raczkować i postanowiła z tej okazji zorganizować dla Was konkurs - a wierzcie mi - jest o co się starać! Sama już podwinęłam rękawy, robię listę zakupów i biorę się do roboty, choć kuchareczka ze mnie przeciętna ;)

Koniecznie wejdźcie na jej blog i sprawdźcie co dla Was przygotowała :)


Trzymam za Was kciuki! Powodzenia!

Lilly